poniedziałek, 16 września 2013

Heeeej.

Słuchajcie jest sprawa. Razem z Magdą doszłyśmy do wniosku iż potrzebujemy pomocy z rozdziałem. Mamy napisane tak trochę ale nie możemy go skończyć. Czy byłby ktoś tak dobroduszny i by nam pomógł? Jeżeli tak to proszę zgłaszajcie się w komentarzach. Będziemy bardzo wdzięczne. :*♥

środa, 14 sierpnia 2013

6

Perspektywa Rebecki.

- Spieprzaj ośle!- Mruknęłam coś pod nosem i przekręciłam się na drugi bok. Głośny krzyk podrażnił moje uszy i wyrwał mnie z jaskini snu. Usiadłam na łóżku i przetarłam ręką zaspane oczy. Czyjeś krzyki doprowadzały mnie do szału. Westchnęłam i wstałam kierując się do drzwi. Zeszłam po woli po schodach uważając aby czasem się nie wyrżnąć.
Weszłam do kuchni gdzie zastałam krzyczącą Shelby, wrzeszczącego Louisa i załamanego Liam'a, który siedział na krześle i wpatrywał się w dwójkę skaczącą sobie do gardeł. Usiadłam obok niego i szturchnęłam go lekko w ramie. Jego ciepłe brązowe tęczówki skoncentrowały się na mnie, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Wskazałam głową na wciąż drącą się dwójkę, a on tylko wzruszył ramionami i znów spojrzał na ''dorosłych'' ludzi.
- Ja na prawdę nie mogę zrozumieć, jak można być aż tak głupim! No po prostu tego nie rozumiem!- Shelby odłożyła na blat patelnię i założyła ręce na piersi.
- Mógłbym zapytać cię o to samo! Czy ty nie jesteś aby przypadkiem blondynką?- Louis nie wiedział, w jakim kierunku zmierzał. Ja niestety wiedziałam.
- A co masz coś do blondynek? Może trochę więcej tolerancji nadmuchany palancie.
- Ooo uwierz mi, że przy tobie to nawet najbardziej tolerancyjny człowiek by nie dał rady.- Spuściłam głowę na dół i przetarłam ręką czoło.
- Moje IQ jest przynajmniej większe niż żuka gnojownika.- Parsknęłam pod nosem słysząc ripostę Shleby. Serio? 
- Chyba jak pomnożysz przez dziewięć.
- Umiesz do tylu liczyć? Robisz postępy.- Brunetka zaklaskała w dłonie prowokując tym samym Louisa do dalszego ataku.
- Kretynka! NO po prostu kretynka!
- Masz na imię melepeto.
- Dobra dość!- Krzyknęłam i wstałam z krzesła. Stanęłam pomiędzy kłócącą się dwójką i westchnęłam czując napływający ból głowy.- Czy wy musicie żreć się od samego rana? Nie moglibyście poczekać do południa czy coś? - Spojrzałam najpierw na brunetkę, a potem na jej przeciwnika.
- Na swoją obronę mam to, że to on zaczął.- Burknęła Shelby i spuściła głowę.
- Ja? Przecież to ty...
- Zamknąć się! Nie obchodzi mnie kto zaczął i kto skończy tylko macie się zamknąć. Wróciłam do domu coś przed trzecią jetem zmęczona i na prawdę proszę was o ciszę.- Louis podniósł ręce do góry i odsunął się kawałek ode mnie. Shelby wystawiła mu język i uśmiechnęła się chytrze.- Shleby Evans marsz do swojego pokoju!- Krzyknęłam i wskazałam rękę wyjście z kuchni.
- Ej! Jestem starsza od ciebie i to ja powinnam...
- Jeszcze tu jesteś?!- Przerwałam jej, a ona posłusznie wyszła z kuchni rzucając jeszcze Louis'owi spojrzenie ' to jeszcze nie koniec '.
- A ty kurwa na co czekasz ! - Spojrzałam na Louisa .Chłopak wywrócił oczami , szukając pomocy u Liama.
- Nie patrz tak na mnie - brunet wstał i podszedł do Lou następnie poklepał go po plecach . Przy czym zaczął śmiać się , po chwili zniknął w swoim pokoju.
- No już! - wrzasnęłam i zmierzyłam go wzrokiem. Louis jak gdyby nigdy nic wpatrywał się we mnie jak krowa w malowane wrota.
- Rebecka opanuj swoje wewnętrzne chi*.- Zacisnęłam dłonie w pięści i nie spuszczałam wzroku z rozradowanej twarzy bruneta.
- Jak ja ci zaraz opanuje swoje chi to się nieprzyjemnie zrobi.- Wysyczałam wściekła, a on uniósł ręce w obronnym geście.
- To może być jeszcze gorzej?- Zapytał.
- Wypieprzaj stąd!- Wrzasnęłam, a on tym razem posłusznie wyszedł, nie raczej wybiegł z kuchni.
***
Siedziałam na kanapie pomiędzy wrzeszczącą Shelby, a śmiejącym się Lou. Na przeciwko mnie siedział zdziwiony Paul, a obok niego Harry wraz z Liam'em i Zayn'em. Spojrzałam błagającą na Paula, a on westchnął i potarł zmęczony czoło.
- Louis...- Zaczął ale nie dane mu było skończyć.
- Jesteś wrednym, egoistycznym dupkiem, który...- Shelby nadawała jak najęta i najwidoczniej nie zamierzała się zamknąć.
- Shelby...- Podjął następną próbę Paul, która zakończyła się takim samym skutkiem.
- Slheby chodź na fajkę.- Na słowa Zayna brunetka zamilkła i uśmiechnęła się szeroko. Po chwili doszło do niej coś bardzo oczywistego. Mianowicie ona nie pali.
- Co? Co ty powiedziałeś? Jest tu gdzieś jeszcze jakaś Shleby? Przecież ja nie palę. Nie biorę już tego świństwa d ust człowieku. Piorun cię pierdolną czy, że jak?- Dziewczyna podrapała się po głowie i podeszła do Zayn'a. Chwyciła go za ramię, a on wstał. Shelby oparła się o niego i szepnęła coś mu na ucho, a on skrzywił się lekko.
- Shelby czy ty palisz? Obiecałaś, że już nie będziesz.- Powiedziałam zawiedziona, a Louis zagwizdał i rzucił jej zwycięskie spojrzenie.
- Nie palę na prawdę. Ostatni raz paliłam gdy Rodrigo zostawił Danutę dla Michele.- Odpowiedziała mi i uśmiechnęła się do Zayn'a.
- Co?- Zapytał zdziwiony Harry.
- No dokładnie. Mówię ci jak się wtedy wkurzyłam. Przecież ta cała Michele była z nim tylko dla kasy i przecież on jej nawet nie kochał.- Wytłumaczyła mu brunetka, a ja zaczęła się śmiać z miny Harry'ego.
- Nie zrozumiesz Harry. Przecież to Shleby.- Louis oczywiście musiał wtrącić swoje niepotrzebne trzy grosze.
- Twoje życie jest aż tak nudne, że cały czas musisz mówić i myśleć o mnie?- Evans oczywiście nie mogła przepuścić okazji i musiała mu dociąć.
- Takiej gnidy jak ty to...
- Macie godzinę.- Paul wstał i spojrzał na mnie, a potem na Shelby.- Za godzinę przyjadę po was i zawiozę was do waszego nowego domu. Będziecie mieszkać same.- Dodał i wyszedł zostawiając nas samych.
- Alleluja! Z daleka od przygłupów!- Shelby zaczęła machać rękoma i to chyba miał być jej osobisty taniec szczęścia, ale mi to bardziej przypominało latającego kurczaka bez głowy.
- Alleluja! Z daleka od pierdolniętej Shelby!- Louis zaczął skakać po salonie aż nie rąbnął nogą w etażerkę stojącą w rogu.
- Mogłabym to skomentować ale szkoda słów.- Brunetka chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę schodów.
Shelby tanecznym krokiem skakała na schodach. Ta dziewczyna jest nienormalna, z wrzeszczącej suki stała się Mary złote serce. Poszłam w ślady mojej przyszłej współlokatorki idąc do pokoju się spakować. Kurwa ledwo co się rozpakowałam to znowu muszę się pakować.
 Zirytowana wyciągnęłam walizki z pod łóżka. Otworzyłam je i zaczęłam wyciągać ubrania z szaf i pakować do walizek. Po jakiś 40 minutach byłam gotowa. Zostało mi tylko jeszcze zdjęcie Shelby i moje do zabrania. Usłyszałam na korytarzu brunetkę tuczącą się ze swoim bagażem. W tej samej sekundzie ktoś zapukał do moich drzwi. 
- Mogę?- Nie czekając na pozwolenie chłopak wszedł do pokoju - Gotowa ?
Wzięłam w ręce ramkę i kiwnęłam głową. 
- Pomyślałem, że przyda ci się pomoc z walizkami.- Harry wyszczerzył się osłaniając idealnie białe zęby.
- Dziękuję bardzo chętnie skorzystam.- Wziął mój bagaż, a ja otworzyłam drzwi. Razem zeszliśmy na dół gdzie zastaliśmy chłopaków.
- A gdzie .. - Nie dokończyłam gdyż Liam wszedł mi w słowo.
- Poszła do kuchni. To co czas się pożegnać.- Podszedł do mnie i mnie przytulił. Chwile później reszta chłopaków poszła w jego ślady.
Dziwnie się czułam gdy musiałam się z nimi żegnać. Kurdę wczoraj się dopiero witaliśmy.
- Ej Rebecka, a wiesz, że...- Shelby dołączyła do nas ale gdy zobaczyła mnie w uścisku z Zayn'em zamilkła i poruszała śmiesznie brwiami.
- Wiem co?- Zapytałam starając się zakryć jakoś swoją twarz włosami aby nie było widać tego cholernego rumieńca na mojej twarzy.
- A właściwie to już nic. Chociaż....- Zmarszczyła czoło, spojrzała na mnie potem na Harry'ego i znów na mnie.- Kurwa mać!- Krzyknęła wściekła i uderzyła się w czoło.
- Mądrzejsza i tak nie będziesz.- Powiedział Louis i oparł się o ścianę przyglądając się bacznie poczynaniom brunetki.
Shleby zaczęła skakać i tupać nogami w miejscu jak małe dziecko.
- Shleby co ty robisz?- Zapytałam i podeszłam do niej kładąc jej ręce na ramiona. Dziewczyna stanęła prosto i spojrzała na mnie smutna.
- Bo mój plan nie wypali jeżeli się przeprowadzimy, a się przeprowadzimy bo ja już na łeb dostaję.
- Jaki znowu plan? O czym ty gadasz?- Zapytałam zdziwiona i westchnęłam.
- No zeswatania was. Znaczy ciebie i Harry'ego. Ale co tam wymyślę coś innego.- Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do mnie wesoło. Poczułam jak ciepło wspina się po mojej szyi, aby po chwili przyozdobić moje policzki różowymi plamkami. 
- Shelby coś ty znowu wymyśliła - Spojrzałam na nią a ona tylko zaczęła się śmiać.
Pożegnałam się jeszcze z Harrym. Brunetka poszła w moje ślady i też zaczęła przytulać się do chłopaków. Oczywiście Lou omijała póki co. On sam też nie palił się żeby ją przytulić.
- No dziewczyny gotowe?- Nagle do moich uszu doszedł zachrypnięty głos Paula.
- Raczej tak.- Odpowiedziałam po czym popatrzyłam na Shelby a następnie na Louisa. Zresztą nie tylko ja, wszyscy się na nich gapili czekając na rozwój wydarzeń.
- To przytul ją wreszcie i miej to z głowy.- Zaśmiał się Niall. Dostrzegłam na polikach brunetki lekkie rumieńce. 
- No chyba nie!- Krzyknęli obydwoje i spojrzeli na siebie z lekkimi uśmiechami. 
- Nie przytulam się z byle kim.- Powiedziała poważnie Shelby i chwyciła swoją walizkę. Było jasne, że jej nie uniesie dlatego zaczęła ją za sobą ciągnąć z wielkim trudem. 
Gdy doszła do schodów chyba lekko się zawahała ale mimo wszystko dalej uparcie ją ciągnęła.
- Boże co za kretynka.- Louis westchnął i ruszył w stronę Shelby podnosząc jej walizkę bez największego trudu. 
Harry wziął mój bagaż i wszyscy razem poszliśmy w ślady parki idącej przed nami. Chciało mi się śmiać z tego jak brunetka poprawiła co chwilę Louisa. ''Źle ją niesiesz. Zaraz się wszystko wysypie. Uważaj głąbie tam są zdjęcia.'' Kocham ją serio ale mogła teraz chociaż się zamknąć. 
Stanęliśmy przy samochodzie Paula i właściwie nikt nie wiedział co ma zrobić. Louis i Shelby znów się o coś kłócili, Harry jakby przez przypadek co chwilę dotykał mojej ręki. 
- Dobra miło było ale się skończyło.- Shelby podeszła do nas i spojrzała na wszystkich.- Co wy tak stoicie jak na kazaniu?- Zapytała i poprawiła bluzkę, która jej się lekko przekręciła. 
- Czekamy aż ty i Louis się pożegnacie.- Harry uśmiechnął się do przyjaciela, a on wywrócił oczami ale nie sądzę aby miał coś przeciwko pomysłowi Harry'ego.
- No to sobie poczekacie. Ja nie mam zamiaru...- Zamknęła się gdy Louis do niej podszedł i przytulił.
- Weź się chociaż raz Shelby zamknij.- Powiedział i uśmiechnął się lekko nad głową dziewczyny po czym ją puścił.
- No i muszę wyrzucić te rzeczy.- Skwitowała brunetka i wsiadła do samochodu. 
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, nawet pan poważny producent Paul. Chłopcy wrzucili nasz bagaż do bagażnika. A ja dołączyłam do Shelby siedzącej z tył. Pomachałyśmy chłopcom, oczywiście brunetka nie mogła się powstrzymać żeby krzyknąć coś do Tomlinsona.
 Droga do nowego domu zajęła nam około godzinę i piętnaście minut. Paul załatwił nam mieszkanie prawie w centrum Londynu. 
Samochód zatrzymał się przed wielkim wieżowcem, a siedząca obok mnie Shelby zagwizdała z podziwu. Spojrzałam na nią, a ona uśmiechnęła się i wyskoczyła z samochodu. Chcąc nie chcąc poszłam w jej ślady. Z bagażnika jakiś dwóch facetów wyciągało nasze walizki, a gdy wszystko wyciągnęli weszli do budynku. 
- No dziewczyny zapraszam na górę.- Paul uśmiechnął się do nas co było dziwne. Shelby zapiszczała i jako pierwsza weszła do środka. 
Przestąpiłam próg i otwarłam szeroko oczy. Wszystko było takie jasne i przestronne. Ludzie uśmiechali się do siebie, a windy co chwilę pikały powiadamiając o tym iż jest się już u celu swojej podróży.
- Ty sobie żartujesz?- Zapytałam i ruszyłam za Paulem w stronę jednej z wind. Weszliśmy do środka i zaczęła się męka przez piekło.
- Nie dlaczego? Obiecałem twoim sorry waszym rodzicom, że będziecie miały wszystko czego potrzebujecie. Wykupiłem dla was mieszkanie na same górze więc wydaję mi się, że nie nie żartuję.- Ok, nic nie zrozumiałam oprócz tego, że nasze mieszkanie jest na samej górze. 
Winda otworzyła się, a my z Shelby potruchtałyśmy za Paulem do brązowych drzwi, które dla nas otworzył. Weszłyśmy do środka i rozejrzałyśmy się po pięknym pomieszczeniu. Kilka schodków i byłam w przestronnym jasnym... Czymś ( KLIK )
- Tutaj ogólnie nic nie ma ale na górze to inna bajka.- Paul oparł się o poręcz i obserwował nas niczym lis zająca w lesie.
- Wiesz co Paul gdyby nie to, że nie lubię cię od samego początku to bym cię przytuliła.- Shelby ominęła roześmianego mężczyznę i wbiegła po schodach na górę. Poszłam od razu w jej ślady. Stanęłam jak wryta na końcu schodów i gapiłam się w wielki salon połączony z jadalnią. Pokój był bardzo jasny dzięki odpowiednio dobranym kolorom oraz wielkim oknom ( KLIK ).
- Hej Shelby chyba nas czekają niedzielne obiadki z chłopakami i Paulem - Dziewczyna zrobiła minę stylu WTF ? A ja skinięciem  głowy pokazałam na 8 osobowy stół.
- Kurwa obiady z tymi przygłupami.
- Słownictwo Shelby - Paul popatrzył się na nią groźnym wzrokiem na co brunetka nawet nie zwróciła uwagi - Dobra więc tak po prawej jest kuchnia.
Udałyśmy się z nim w głąb mieszkania. Kuchnia była nowoczesna i też jasna z czerwonymi elementami ( KLIK ) Kolejnym naszym przystankiem był pokój Shelby , który był stworzony dla niej ( KLIK ). Następnym był mój , oczywiście też boski zawsze o takim marzyłam ( KLIK). Ostatnim przystankiem na końcu korytarza była łazienka. Nie byłą za duża ale przytulna. Niestety była za mała na wannę.Nad czym ubolewałam (KLIK). Skończywszy wycieczkę udaliśmy się do salonu.
- Całe mieszkanie jest już wyposażone , lodówka pełna jeżeli będziecie czegoś potrzebowały to dzwońcie .
- Wiesz Paul mam takie małe pytanie - facet popatrzył się na mnie nie pewnie - no bo od początku miałyśmy mieszkać z chłopakami więc jak w ciągu godziny zdobyłeś mieszkanie i zdołałeś je wyposażyć?
- To mieszkanie kupiłem jakieś pięć lat temu gdy moja córka zaczynała studiować,  mieszkała z przyjaciółką ale ona wyszła jakieś dwa miesiące temu za mąż. A Nina skończyła studiować i poleciała zwiedzać świat. Mieszkanie stało puste od miesiąca. Bałem się , że Shelby z Louisem zdemoluje dom więc postanowiłem , że będziecie mieszkały tutaj. Ja będę lecieć za pół godziny mam spotkanie a podobno są straszne korki. Na razie.
- Pa - krzyknęła brunetka z kanapy.
Poszłam  zamknąć drzwi za Paulem. Kiedy zaczął wibrować mój telefon.
__________________________________________________________
Nadawca : Harry 
Odbiorca : Rebecca
Cześć ! ; )
 Może pomóc przy rozpakowywaniu ? ^^
__________________________________________________________
Uśmiechnęłam się i zaczęłam stukać po wyświetlaczu.
__________________________________________________________
Nadawca : Rebecca
Odbiorca : Harry
Hej : )
Jutro będę się rozpakowywać , pomoc mile widziana . Weź ze sobą kogoś żeby Shelby nie marudziła , że jej nikt nie pomoże.
Do jutra :D
__________________________________________________________
Kliknęłam wyślij i wróciłam na górę. Położyłam się obok Shelby i oglądałam film.
                               


 _______________________________________________________________
Cześć. Następny rozdział jest praktycznie dzięki Magdzie :*  Niestety ja miałam pewne problemy zarówno z komputerem jak ze swoim zdrowiem więc przepraszam. Mam nadzieję, że wam się podoba i liczę na wasze komentarze. Do zobaczenia na blogu o Lottie! P.S. Przepraszam za błędy poprawię je później.                                                                                                        Kamila♥ 
Hej :* Przepraszam , że tak późno ale czasu nie było . Wakacje są i ja dopiero w niedziele wróciłam i były taty urodzinki to tak nie zbyt mogłam pisać. Liczę na komentarze ^^ Tak żeby było jasne to druga fotka przedstawia Louisa i Shelby jak się żegnają . Będy później będą poprawione. Do następnego papa :* 
                                                                                            Magda ♥

środa, 31 lipca 2013

5

Perspektywa Shelby.

Twarz Rebecki zmieniała się z chwili na chwilę. Na początku gdy mnie zobaczyła była przerażona. Potem widocznie jej ulżyło, że się obudziłam. A teraz? Teraz chyba miała ochotę schować się za któregoś z tych debili i udawać, że jej tutaj nie ma.
- No? Wytłumaczysz mi to wreszcie?- Zapytałam i spojrzałam na nią wyczekująco. Ona zamiast coś powiedzieć, zacząć się bronić spojrzała na jednego z tych nieudolnych porywaczy jakby szukała u niego pomocy.
- Shleby...- Jeden z tych kretynów podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.- Taka ładna dziewczyna i tak się denerwuję... Powinnaś się uspokoić.- Jego głos był dość wysoki i wyraźnie rozbawiony co podziałało na mnie jak czerwona płachta na byka.
- Idioto...- Moja ręka objęła go w pasie.- Albo mnie puścisz albo więcej nie poruchasz. Obiecuję ci to.- Wysyczałam, a on automatycznie odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość.
- Już miałem nadzieje, że nie obudzi się aż do końca lotu.- Ciche westchnienie zwróciło moją uwagę. Odwróciłam się i ujrzałam Paula, który był wyraźnie zmęczony.
- Już miałam nadzieję, że więcej cię nie zobaczę.- Odpyskowałam i znów spojrzałam na swoją przyjaciółkę.
- No co? Nie wiedziałam co mam zrobić... I tak jakoś wyszło.- Odpowiedziała mi zmieszana moim ciągłym wpatrywaniem się w nią.
- Nie Rebecka. Tak jakoś może wyjść, że mogę obudzić się u jakiegoś chłopaka całkiem naga, a nie oberwać pustakiem w głowę i obudzić się na pokładzie samolotu!- Krzyknęłam zdenerwowana i włożyłam palce we włosy w celu uspokojenia się.
- Jeśli mogę coś wtrącić...- Drugi chłopak odchrząknął i spojrzał na mnie niepewnie.- To była mała cegiełka, a nie pustak.- Wytłumaczył, a ja spojrzałam na niego wściekła.
- Shleby proszę cię... Wiem możesz być na mnie wściekła masz do tego prawo. Możesz mnie wyzywać, możesz powiedzieć, że mnie nienawidzisz ale chociaż proszę spróbuj mnie zrozumieć.- Jej ogromne brązowe oczy pałały wielką nadzieją, i błyszczały ode łez, które miały zaraz spłynąć po jej marmurowych policzkach aby wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia i żal.
- Staram się Reb ale nie mogę zrozumieć dlaczego nie uszanowałaś mojej decyzji.- Usiadłam z westchnieniem na kanapie, na której się obudziłam i schowałam twarz w dłoniach. Poczułam przyjemne ciepełko obok mojego ciała, a po chwili drobna ręka dziewczyny wylądowała na moim ramieniu.
- Nie uszanowałam ponieważ nie mogę sobie wyobrazić, że miałabym być w Londynie bez mojej bezczelnej i aroganckiej przyjaciółki u boku.- Spojrzałam na nią, a na jej twarzy rozciągnął się delikatny uśmiech. Wciągnęłam głęboko powietrze.
- Masz szczęście, że mam do ciebie słabość.- Uśmiechnęłam się i westchnęłam kręcąc głową.- Nie wierzę, że jednak czegoś cię nauczyłam.
- Ciekawe czego?- Zapytała i przytuliła się do mnie mocno. Zamknęłam oczy i również ją objęłam. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a spod i tak zamkniętych powiek wyleciały małe, słone kropelki.
- Dlaczego wy ryczycie?- Odsunęłyśmy się od siebie i spojrzałyśmy na chłopaków, którzy moim skromnym zdaniem czekali tylko na to aby nas zgwałcić i wyrzucić nasze poćwiartowane zwłoki z samolotu.
- Dlaczego jesteś taki głupi?- Zapytałam i dostałam w ramie od Rebecki. Spojrzałam na nią oburzona.- No co? Nie powiesz mi, że sądzisz inaczej. Kto normalny siedzi w samolocie w kapturach i okularach?
- Kto normalny chce zostawić swoją przyjaciółkę tylko dlatego bo nie ma talentu?- Wstałam zdenerwowana i stanęłam przed chłopakiem.
-  Kto normalny wali  obcą dziewczynę w głowę?- Z racji iż chłopak był ode mnie wyższy- co wcale nie jest takie trudne-, musiałam podnieść głowę do góry, aby zobaczyć swoje odbicie w jego ciemnych okularach.
- Ile będziesz jeszcze nam to wypominać? Jezu raz ci jebnąłem, a robisz z tego zaraz jakąś aferę.
- A żebyś wiedział, że będę robiła aferę. A po za tym może byś wielki macho ściągnął te badziewne okularki oraz kapturek i pokazał jak wyglądasz?- Założyłam ręce na biodrach.
- Tylko jeżeli ściągniesz koszulkę.- Chłopak powtórzył mój ruch i na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.
- Nie bo ci stanie.- Odpyskowałam, a uśmiech, który mnie drażnił zniknął z jego twarzy.
- Żeby tobie zaraz coś nie...
- Louis!- Spojrzeliśmy razem oburzeni na drugiego chłopaka.- Nie sądzisz, że starczy? A po za tym Shleby na pewno tak nie myśli po prostu jest zdenerwowana.
- Zamknij się!- Krzyknęliśmy oboje i znów spojrzeliśmy na siebie.
- Shleby proszę cię daj spokój. On nie jest tego wart.- Rebecka chwyciła mnie za rękę i odciągnęła od chłopaka.
Usiadłam razem z Reb na kanapie i wyjrzałam na świat pod nami. Taki daleki, taki mały. Dziwnie się czułam. I nie chodzi mi w tej chwili o to, że byłam tysiące kilometrów nad ziemią. Chodzi mi o to, że tak trochę mam za złe Rebece, że przyczyniła się w jakimś stopniu do tego mojego porwania.
Brunetka wciągnęła głośno powietrze czym zwrócił moją uwagę. Spojrzałam na nią, ale ona wpatrywała się w coś przed sobą. A mianowicie w chłopaka z lokami na głowie, który miał błyszczące zielone oczy i dołeczki w policzkach gdy się uśmiechał.
Pokręciłam głową i mój wzrok samowolnie spoczął na drugim chłopaku, który przeczesywał swoje brązowe włosy palcami. Jego niebieskie oczy spoczęły na mnie i zaczęły wciągać mnie w jakąś nieznaną krainę.
- Gdzie są moje okulary?- Zaczął machać przed sobą rękoma jak jakiś opętany. Drugi chłopak westchnął i znów się uśmiechnął ale tym razem nie do Rebecki.
- Przecież ty nie musisz nosić okularów.- Stwierdził i roztrzepał swoje loki wywołując tym samym ciche westchnienie mojej przyjaciółki.
- No tak.- Powiedział i stanął prosto.- Ale to nie zmienia faktu, że wyglądam w nich jeszcze seksowniej.- Odparł i przeczesał ręką włosy.- A ty co wlepiasz we mnie te swoje przeklęte niebieskie oczy?- Zapytał, kierując się tym pytaniem w moją stronę.
- Cóż szczerze mówiąc to... Myślałam, że będziesz choć trochę ładniejszy.- Wzruszyłam ramionami i oparłam się o oparcie unikając jego wzroku. Ładnie wybrnęłaś. 
***
Gdy opuściliśmy samolot był już ranek i zaczęłam odczuwać zmęczenie. Nie spałam cały lot rozmyślając nad tym co teraz będzie. Co się stanie. Tak szczerze to się boję. Nie wiem jak ta cała sprawa ze śpiewaniem wpłynie na Rebeckę. Nie wiem jak bardzo się zmieni. Nie wiem czy mnie nie odtrąci. Kazała cię porwać żeby nie lecieć samemu. Fakt. Ale może to tylko tak na chwilę. Ona nie wie jak to jest żyć gdzieś samemu i może akurat jej się spodobać ta niezależność i wtedy będzie miała mnie w dalekim poważaniu.
- E ty miss tandety idziesz?- Chłopak o imieniu Louis, który miał dość denerwujące podejście co do mnie szturchnął mnie w ramie gdy przechodził obok.
- Rozmawiasz sam ze sobą? To niebezpieczne.- Odcięłam się i ruszyłam za Rebecką, która rozmawiała o czymś z Paulem. Ona jak i mężczyzna byli zdenerwowani co starali się ukryć ale jakoś im to nie wychodziło.
- Rebecka?- Podeszłam do nich i spojrzałam na swoją przyjaciółkę.- Co jest aż tak strasznie złe, że nie chcesz mi o tym powiedzieć bo boisz się mojej reakcji?- Na jej twarzy pojawił się nerwowy uśmieszek i rumieniec, który przesądził wszystko.
- Przecież nic się nie dzieje.- Jej głos był nadzwyczaj wysoki i chciało mi się po prostu śmiać z jej głupoty.
- Dziewczyno jesteś czerwona na twarzy jakby cię kto farbą oblał, głos masz jak w operze, a uśmieszek jakbyś się czegoś naćpała.- Jej głowa powędrowała na dół, a ciche westchnienie wydostało się z jej ust.
- Ja ci powiem.- Paul objął mnie ramieniem. Nie jest dobrze.- A waszą zacną trójcę zapraszam do samochodu.- Stanęłam twarzą w twarz z Paulem i tylko czekałam aż powie, że mam zabrać swoje walizki i wracać do domu. 
- No. Wykrztuś to z siebie wreszcie.- Pośpieszyłam go chcąc wreszcie móc drzeć się na niego. Teraz chociaż będę miała powód.
- No bo chodzi o to, że ja załatwiłem tobie i Rebece mieszkanie. Znaczy... Będziecie mieszkać w domu. Dwu rodzinnym.- Powiedział wreszcie, a ja odetchnęłam z ulgą.
- No i w czym problem?- Zapytałam nie rozumiejąc jego zdenerwowania czy chociażby próby kłamania Rebecki.
- W tym, że drugą połowę domu zamieszkuję te dwa tępaki i ich trójka przyjaciół. No wiesz ci ze zespołu.- Moje oczy powiększyły się co najmniej dwa razy. W samolocie słyszałam, że ten Harry i pan L mają zespół i takie tam ale właściwie to mi to zwisa i powiewa. Nie moje klimaty.
- Czy ty duży facecie, z dziwną twarz sobie ze mnie w tej chwili żartujesz?- Pokręcił powoli głową, a ja zaczęłam biec w stronę kas na lotnisku, z którego jeszcze nie wyszliśmy.
Po chwili nim zdążyłam przebiec chociaż połowę dzielącej mnie drogi uniosłam się w powietrzu i wylądowałam na silnych plechach Paula.
- Shleby uspokój się!- Krzyknął do mnie i wzmocnił swój uścisk, ponieważ zaczęłam mu się wyrywać i drzeć jak idiotka zwracając tym samym uwagę innych ludzi.
- Nie! Ja chcę do domu! Nie będę z nimi mieszkała! Oni są głupi!- Wierzgałam rękom i nogami, ale to nic nie dało ponieważ po chwili zostałam wrzucona do czarnego busa. Wylądowałam na czyiś nogach, ale po chwili zostałam brutalnie zepchnięta na podłogę. Samochód ruszył, a ja przeturlałam się po podłodze i uderzyłam rękom w jakiś zaostrzony metalowy pręt. Krzyknęłam cicho i gdy starałam się jakoś usiąść czyjeś silne ręce podniosły mnie do pionu i posadziły na miękkim siedzeniu.
- Bierz te łapy.- Wysyczałam w stronę Louisa, który cały czas trzymał swoje ręce na mojej talii. Siedziałam na przeciwko niego więc z moich kalkulacji wynika iż bardzo łatwo i szybko będę mogła go pokopać.
- Shelby ty krwawisz....- Spojrzałam na Rebeckę, która zrobiła się niewyobrażalnie blada.
- No wiesz ty też. Mogłabym ci nawet powiedzieć kiedy ale zważywszy na to iż są tutaj osobniki płci przeciwnej i jeden niezidentyfikowany to może sobie oszczędzę.- Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się do niej.
- Nie o to mi chodzi. Twoja ręka. Patrz.- Rebecka wygięła moją rękę pod dziwnym kontem ukazując mi lekkie rozcięcie, z którego ciekła strużka krwi.
- Pff. To to nic. Opanuj się dziewczyno i przede wszystkim oddychaj bo nie mam ochoty cię całować. Paul masz jakieś chusteczki albo coś.- Mężczyzna siedzący obok kierowcy rzucił mi w głowę paczką chusteczek. Wyciągnęłam jedną po czym odrzuciłam mu również celując w jego głowę.
- Louis! Prosiłam cię abyś podał Paulowi te chusteczki, a nie rzucał nimi w niego.- Brunet podskoczył wystraszony przez co upuścił telefon trzymany w ręce.
- Ile dostaje się za zabójstwo?- Zapytał cały czas patrząc w moje oczy. Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Od dwudziestu pięciu lat, nawet do dożywocia.- Paul posłał mu znaczący uśmiech, który widziałam.
- A jeżeli to będzie zabójstwo w słusznej sprawie? No wiesz pomoc ludzkości i w ogóle.- Louis wzruszył ramionami.
- To musiałbyś raczej zabić sam siebie jeżeli chcesz pomóc ludzkości.- Odpyskowałam i zamknęłam oczy przyciskając chusteczkę do piekącego miejsca.
- Czy ciebie rodzice w betoniarce kołysali, że jesteś taka głupia?- Moje oczy znów ujrzały światło dzienne, a noga, która była blisko Louisa wystrzeliła do góry kopiąc go tym samym w piszczel.
- Boże daj mi cierpliwość bo jak dasz siłę to wszystkich rozpierdolę.- Mruknęłam pod nosem, a Harry flirtujący z Rebecką zaczął się śmiać ale gdy Louis spojrzał na niego wściekły zamknął się i zaczął kaszleć jakby to miało go uratować od wściekłego wzroku przyjaciela.
***
Wysiadłam z samochodu i od razu zaczęłam się rozciągać. Wszystko mnie bolało i już na prawdę jedyne o czym marzyłam to wygodne łóżeczko. Gdy podczas jazdy pytałam się kilka razy Paula czy jeszcze daleko wytłumaczył mi, że tak jeszcze daleko ponieważ chłopcy nie mieszkają w samym centrum. A więc byłam skazana na wesołą gadkę tych napaleńców przez całe czterdzieści trzy minut wliczając do tego oczywiście stanie w korku.
- My tu mieszkamy?- Rebecka stojąca obok mnie wpatrywała się w coś przed siebie. Odwróciłam się i ujrzałam ogromny dom.
- Paul takie pytanie za sto punktów.- Podeszłam do mężczyzny i położyłam dłoń na jego ramieniu.- Gdzie ty tu kurwa widzisz dom dwurodzinny?!- Wrzasnęłam i spojrzałam na niego wściekła.
- No... Dobra okłamałem cię. Ale inaczej nie zgodziłabyś się przyjechać, a bez ciebie Rebecka też by nie chciała jechać więc... Musiałem coś wymyślić.- Wzruszył ramionami.
- Ty głupi buraku!- Zaczęłam machać rękoma chcąc go uderzyć, ale ktoś podniósł mnie do góry i szedł ze mną bodajże w stronę domu. Nie wiem nie widziałam nic co było przede mną.
Zważywszy na to iż widziałam zmierzających w moją stronę Rebeckę wraz z Harrym i Paula, nieść musiał mnie ten kretyn Louis co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
Usłyszałam jak drzwi od domu się otwierają wkraczamy do chłodnego pomieszczenia.
- Postaw mnie albo tak cię uszkodzę, że własna matka cię nie pozna.- Wysyczałam, a po chwili stałam już na własnych nogach.
Znajdowałam się w dość przestronnym, małym korytarzu, który był utrzymany w jasnych, przyjemnych kolorach. Z schodów, schodził jakiś brunet z brązowymi oczami i przyjaznym uśmiechem na ustach.
- Cześć.- Podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę rękę, którą delikatnie ujęłam.- Jestem Liam.
- Shelby.- Skwitowałam krótko. Obok mnie pojawiła się Rebecka, która również przywitała się z tym całym Liam'em.
- To co może chłopcy pokażą wam dom, a ja przyniosę wasze walizki.- Wydaję mi się, że Paul nie chciał wchodzić do środka aby tym razem na prawdę nie oberwać.
- Tak oczywiście. Chodźcie.- Liam ruszył przodem, a Rebecka potruchtała za nim. Westchnęłam i również poszłam w głąb domu nie widząc innego wyjścia z tej sytuacji.
Przede mną rozciągnął się widok dość dziwnie urządzonego salonu połączonego z jadalnią. Tutaj również panowały jasne kolory, ale wydawały się smutniejsze i bardziej poważne.
- Dobra teraz w skrócie.- Louis przejął głos.- Na lewo jest kuchnia. Tutaj, znaczy w salonie spędzamy prawie całe dnie. Szczerze to jesteśmy leniwi i raczej to się nie zmieni. Teraz jeżeli chcecie to idźcie na górę i zdemolujcie nam pokoje. A my sobie klapniemy i obejrzymy meczyk.- Cała trójka rozsiadała się wygodnie na kanapie, a my z Rebecką wróciłyśmy do korytarza aby potem wspiąć się po schodach na piętro.
- I skąd my niby mamy wiedzieć, które pokoje są nasze?- Zapytała brunetka.
- Wiesz wydaję mi się, że nikt inny w tym domu nie ma na imię Rebecka albo Shelby.- Wskazałam głową na siedem par drzwi, które miały poprzyczepiane tabliczki z imionami. Jak w przedszkolu. 
- Dobra to jest dziwne.- Stwierdziła moja przyjaciółka, ale odważnie- jak na nią- ruszyła w stronę drzwi podpisanych jej imieniem. Poszłam za nią i cierpliwie poczekałam aż otworzy drzwi.
- Shleby...- Wyszeptała dziewczyna i weszła do środka.- Ten pokój...
- Wiem. Jest stworzony dla ciebie.- Podeszłam do niej i pocałowałam ją w policzek.- Naciesz się swoim królestwem mała. Należy ci się.- Poklepałam ją po plecach i wyszłam z pokoju cicho zamykając za sobą drzwi. Oparłam się o ten kawałek drewna i zamknęłam oczy wzdychając cicho.
- Okłamujesz ją.- Podskoczyłam wystraszona. Przede mną stał chłopak o ciemnej karnacji, z dwudniowym zarostem, czarnymi kolczykami w uszach i częściowo zakrytymi tatuażami. Uuu witaj panie seksowny. 
- A ty co jasnowidz?- Zapytałam ale wcale nie zamierzałam czekać na jego odpowiedź.
Weszłam do pokoju obok, który był przeznaczony dla mnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu uśmiechając się lekko do siebie. Nie mam pojęcia kto urządzał ten pokój ale mogę mu dziękować na kolanach. No jeżeli to będzie dziewczyna bo w przeciwnym razie to by trochę dziwnie wyglądało.
Ciche pukanie rozniosło się po pokoju, a drzwi otwarły się i stanął w nich farbowany blondyn, który uśmiechał się szczerze.
- Hejka.- Chłopak wszedł do środka z moimi dwoma walizkami, które postawił pod ścianą.- Niall jestem.- Wyciągnął w moją stronę rękę.
- Shelby.- Przedstawiłam się i uścisnęłam jego rękę.- Dzięki, że przyniosłeś moje walizki.
- Spoko. Rebecka kazała się zapytać czy jedziesz z nią do studia.- Chłopak założył ręce na piersi i wpatrywał się we mnie radosny.
- Eee wiesz jeżeli możesz to powiedz jej, że ja dzisiaj sobie odpuszczę. Jedyne czego teraz chcę to króciutka drzemka.
- Dobra powiem jej.- Wyszedł z pokoju i nim zamknął drzwi powiedział:- Wiesz co? Wcale nie jesteś taka wredna jak mówi Louis.- Puścił do mnie oczko i zamknął za sobą drzwi zostawiając mnie samą.
***
Przetarłam oczy i ziewnęłam przeciągle. Wygrzebałam się z pościeli i przeciągnęłam się. Mój żołądek wydał z siebie dziwny dźwięk informując mnie tym samym iż pora coś zjeść. Wyszłam z pokoju po czym prawie na ślepo zeszłam po schodach starając się nie wywrócić. Przeszłam obok ciemnego salonu kierując się do kuchni. Odszukałam włącznik światła, otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam kefir. Odszukałam szufladę ze sztućcami po czym usiadłam przy blacie i w ciszy oraz spokoju zjadłam swoją obiado-kolację.
Kubeczek po jogurcie wyrzuciłam do śmieci, a łyżeczkę włożyłam do zlewu. Zgasiłam światło i znów przeszłam obok salonu ale po chwili zawróciłam. Na dworze świeciło się światło, a drzwi tarasowe były lekko otwarte. Z szybko bijącym sercem podeszłam do drzwi i gdy zobaczyłam jakąś postać siedzącą na jednym ze schodów chwyciłam do reki lampę i otworzyłam drzwi zwracając tym samym na siebie uwagę.
- A ty co?- Chłopak, który bawił się w przepowiednie przyszłości spojrzał na mnie zdziwiony. Westchnęłam z ulgą i usiadłam obok niego.
- Nie wiedziałam kto tu siedzi dlatego chciałam mieć coś do obrony.- Wzruszyłam ramionami i postawiłam lampę obok siebie.
- Mogłaś wziąć wazon. Lubię tę lampę.- Chłopak uśmiechnął się lekko i wyciągnął z kieszeni spodni paczkę fajek.- Chcesz?- Podsunął mi ją pod nos, a moja ręka jakby automatycznie sięgnęła po papierosa. A druga po zapalniczkę, którą chłopak miał w drugiej ręce.
- Ale ja jak coś to nie palę.- Powiedziałam i włożyłam fajkę do ust odpalając ją. Przyjemny dym napełnił moje płuca drażniąc przy tym lekko moje gardło.
- Nie? A mnie się wydaję, że tak.
- To źle cię się wydaję. Ja tylko... Testuję. A jeżeli Rebecka się o tym dowie to marnie skończysz.- Znów się zaciągnęłam i wypuściłam dym przez nos.
- Kochanie twoja płeć to ta piękna, a nie silna.- Chłopak oparł się na ręce i wpatrywał we mnie z uśmiechem.
- Uwierz mi, że mam wystarczająco siły aby zaciągnąć twoje zwłoki do lasu.- Poruszałam zabawnie brwiami.
- A więc jak rozumiem to ty jesteś tą szurniętą laską, która wkurwia Lou?- Zapytał i oblizał usta kusząc tym niczym Bunia sokiem z gumi-jagód.
- Ja? Ja go wkurwiam? Przecież to on jest jakiś nienormalny.- Zaczęłam machać rękoma.
- Co ci się stało?- Zadał następne pytanie, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Chłopak wskazał moją rękę.
- Aaa to. No to właściwie trochę wina tego całego Lou.
- Nie powinnaś jechać z tym do lekarza?
- Po co? Miałam już gorsze kuku.- Wzruszyłam ramionami i zgasiłam papierosa na jednym ze schodów.- Idę dalej drzemać.- Wstałam i spojrzałam na niego.- Jak ty właściwie masz na imię?
- Zayn.- Odpowiedział mi uśmiechnął się w moją stronę. Wszyscy się uśmiechają. Podniosłam jeszcze lampę do samoobrony i weszłam do środka.
- Ej Zack.- Zwróciłam się do chłopaka.
- Zayn.- Poprawił mnie co zbyłam machnięciem ręki.
- Oglądałeś kiedyś Gumisie?- Zapytałam, a on zaśmiał się gardłowo i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Kiedyś, a co?- Jego głos zdradzał to w jakim świetnym humorze jest w tej chwili.
- A nic tak się pytam.- Znów wzruszyłam ramionami i ruszyłam na górę.

----------------------------------------------------------------------------
Jest kolejny rozdział :D Dobra dopisałam do niego tylko linijkę więc wszystkie oklaski dla Kamili. Jestem na wakacjach i trudno  mi znaleźć czas więc proszę nie bijcie mnie. To do kolejnego. 
Magda ♥
Hej. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Obiecuję, że następny rozdział będzie ciekawszy. Pod ostatni rozdziałem w komentarzu jedna z dziewczyn zadała pytanie skąd my bierzemy te teksty. A więc: Kochana to nasza wyobraźnia i mój wredny charakter. Można powiedzieć, że Shelby jest moim odzwierciedleniem.. :D Przepraszamy za błędy i liczymy na wasze komentarze. Pa! 
Kamila  :*

czwartek, 18 lipca 2013

4

Perspektywa Rebecki.

7 lipca 2013 r. wtorek

Drogi Pamiętniku ...
Dobra pamiętasz jak pisałam Ci ostatnio o tych dwóch debilach? Zaczynam się ich trochę bać. Dzisiaj rano zauważyłam ich w moim ogródku, później w parku a wieczorem dwie godziny temu pod moim oknem. Ukrywali się ale ich zobaczyłam, a kiedy oni mnie- natychmiast uciekli. Kurde co za kolesie. Najpierw jeden z nich prawie potrącił mnie rowerem a później jakby nigdy nic przychodzą do mojego domu i uciekają przed moim ojcem. A teraz wpadam na nich to udają że mnie nie widzą, śledzą mnie a potem uciekają. Kurwa coś z nimi jest nie tak. Kurde przecież nie jestem taka straszna, chyba.

8 lipca 2013 rok. Środa

Pamiętniku...
Wczoraj pisałam ci o tym, że ci chłopcy cały czas za mną łażą. Myślałam, że mam jakąś paranoję czy coś ale dzisiaj upewniłam się, że to nie jest mój wymysł. Poszłam z mamą na zakupy i od razu po wyjściu z domu czułam się jakby ktoś mnie obserwował. Starałam się ignorować to uczucie ale nie wychodziło mi to za dobrze. Gdy byłyśmy już w sklepie zauważyłam tych chłopaków. Znów mieli czapki i okulary i chowali się za półkami. Chyba nie zorientowali się, że ich zauważyłam bo nie uciekli albo po prostu zdali sobie sprawę, że uciekając za każdym razem gdy na nich spojrzę dają mi jasne dowody, że mnie śledzą. Muszę szczerze przyznać, że zaczynam się bać.

9 lipca 2013 r.

Kolejny dzień jestem przez nich śledzona.Wkurza mnie to! Poszłam z Molly do kina no i oczywiście przez "przypadek" wybrali się na ten sam film. A rząd mieli o dwa wyżej od nas. Ale to jeszcze nic kiedy wróciłam do domu  i upewniłam się, że nikt mnie nie śledzi to postanowiłam sprawdzić miejsca w których ich widziałam. Najpierw ogród a później lasek obok domu. Nie uwierzysz co znalazłam, rozstawili tam namiot! Co za psychole. Postanowiłam, że dziś w nocy zaczaję się w lesie i będę obserwować ten "biwak" wolę się upewnić, że to oni zanim wygarnę im wszystko. Życz mi powodzenia , oby mnie nie zobaczyli.

Czekałam cierpliwie aż wszystko w domu ucichnie. Rodzice wyłączą telewizor, a Molly komputer. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał iż jest jeden po północy. Uśmiechnęłam się lekko po czym wyskoczyłam ze swojego łóżka ubrana cała na czarno. Wciągnęłam na stopy czarne conversy i chwyciłam latarkę z biurka oraz kominiarkę taty. Otworzyłam okno i skrzywiłam się lekko gdy przełożyłam jedną nogę za obramowanie. Oczywiście, każdy w tej chwili może zadać sobie proste pytanie. Czemu oknem? A już wyjaśniam. Temu oknem, że nikt nie może mnie usłyszeć. Oglądałam wiele filmów i wiem, że jak ktoś chce się wymknąć z domu i wychodzi przez drzwi to go łapią.
Stanęłam dwoma nogami na mało stabilnym daszku po czym zasunęłam lekko okno. Spojrzałam na dół i przełknęłam ślinę. Zamknęłam oczy i mocno ściskając w ręce latarkę i kominiarkę zeskoczyłam na ziemię. Podniosłam swoje mało wygimnastykowane ciało z ziemi i spojrzałam przed siebie. W salonie przy drzwiach prowadzących na ogród stał Scooby i wpatrywał się we mnie. Bojąc się, że zaraz zacznie szczekać szybko przebiegłam przez trawnik i przeczołgałam się pod ogrodzeniem wychodząc na polną drogę. Z lekkim zdenerwowaniem i duszą na ramieniu wkroczyłam w ciemny i przerażający las.
Wybrałam dłuższą drogę do obozowiska, a mianowicie postanowiłam, że zajdę ich od tyłu. Dzięki temu powinnam stać się bardziej dla nich niewidoczna. Po 5 minutach skradania się, znalazłam idealne miejsce na kryjówkę,- nie dochodziło tam światło padające z tlącego się ogniska oraz krzaki rosły blisko siebie- ale na tyle daleko żebym mogła zobaczyć "obozowiczów " jak się pojawią. Ostrożnie przemieściłam się do wybranego miejsca uważając żeby nie nadepnąć na gałąź itp.
 Po 20 minutach nic się nie zmieniło. Jeden z dwóch mężczyzn siedział w namiocie a drugi musiał być gdzieś w okolicy. Nie widziałam  twarzy żadnego z nich więc zapowiada się, że posiedzę jeszcze trochę w lesie. Ne to żeby mi się tu nie podobała ale chętnie położyłabym się w łóżku a nie siedziała na wilgotnym podłożu w prawie zupełnej ciemności. Sięgnęłam do kieszeni i ostrożnie wyjęłam żelki które wcześniej przesypałam do pojemnika plastikowego żeby nie hałasować papierkiem. Wyciągnęłam sobie jednego gumowatego robaczka i włożyłam do ust ciesząc się jego słodkim smakiem. Z racji mojej dość nie wygodnej pozycji postanowiłam trochę się ''poprawić''. Gdy chciałam wyprostować nogę natrafiłam na gałąź, która strzeliła pod moim butem. Skrzywiłam się i znieruchomiałam przerażona. Jak mnie zobaczą to zgwałcą i upieką na tym jebanym ognisku- pomyślałam przerażona. Chłopak siedzący w namiocie poderwał się z miejsca i  wyszedł na zewnątrz z latarką w ręce. Zaczął świecić nią na około i patrzeć z lekki przerażeniem na otoczenie. Mimo tego, że był bez czapki i okularów nie widziałam jego twarzy przez ciemność, która akurat skrywała tylko i wyłącznie jego twarz co było bardzo irytujące.
- Coś się stało?- Drugi chłopak wyszedł z plątaniny gałęzi z kubeczkiem prawdopodobnie jagód.
- Coś tu jest. Mówiłem ci kurwa, że to nie jest dobry pomysł. Zginiemy tu. Zobaczysz. Jutro znajdą nasze zwłoki.- Głos chłopaka, którego przestraszyłam lekko drżał ze strachu co dało mi niezwykłą satysfakcję.
- Nic nam nie będzie uspokój się. Wystraszyłeś się pewnie wiewiórki czy czegoś podobnego. Chodź spać.- Chłopak pociągnął przerażonego kolegę do namiotu, a moje wszelkie nadzieje, na ujrzenie ich twarzy legły w gruzach.
Kurde co ja mam teraz zrobić? Jeżeli nie uda mi się zobaczyć ich twarzy przed zaśnięciem to dopiero rano będę miała okazję. Ale nie mogę przecież siedzieć tu do świtu, wtedy przestanę być niewidoczna. Mam dwa wyjścia albo wracać do domu albo wywabić ich z namiotu. Tylko co to do cholery da?! I tak pewnie nie zobaczę ich twarzy chyba, że poświecę latarką. Dobra jestem nie normalna ale to może być jedyna moja szansa. Wiem! Jeżeli rzucę kamieniem tam to będę miała kilka sekund na przygotowanie się, wtedy poświecę latarką jednemu po oczach i rzucę się pędem w las modląc się żeby mnie nie złapali.
Wymacałam obok siebie dość duży i ciężki kamień po czym podrzuciłam go w ręce przygotowując się do rzutu. Ognisko prawie wygasło co trochę utrudniło moje rzucanie do celu po ciemku. Zagryzłam dolną wargę i rzuciłam z całej siły kamieniem modląc się aby tylko nie trafił w jakieś drzewo. Kamień upada kawałek od mojego celu ale za to uderza idealnie w metalowy garnek wywołując tym samym hałas, który przeraża również mnie. Chwyciłam latarkę w dłoń i wymacała guziczek czekając aż wreszcie wylecą z namiotu. Naciągnęłam na nos podciągniętą kominiarkę i wpatruję się uparcie w namiot. Nic. No co kurwa?! Biorę drugi kamień i bez żadnego przygotowania rzucam tak, że trafiam w namiot. Ktoś w środku jękną, a w mojej głowie pojawia się myśl, że trafiłam, w któregoś z nich. Na moje usta wypełza mały diaboliczny uśmieszek, który szybko znika, gdy z namiotu wybiegają chłopcy. Wstaję i naciskam guzik dzięki czemu oświetlam obydwu chłopaków.
Chłopak, który oberwał ode mnie światłem zasłania oczy przez co nie widzę jego twarzy. Ale ten drugi.... Jego zielone niczym trawa oczy wpatrując się we mnie z lekki przerażeniem i fascynacją, która jakby pożerała jego jak i mnie. Bujna fryzura, zawsze ukryta pod czapką, teraz lekko faluję przez wiaterek niczym fale na morzu. Ideał.
- Co kurwa?!- Krzyczy ten oślepiony, a ja jak i zielonooki wybudzamy się z dziwnego transu. Gaszę szybko latarkę i zrywam się do biegu całkiem po omacku błagając Boga bym tylko wybiegła obok mojego domu.
Nie uważam żeby zachowywać się cicho wręcz przeciwnie myślę tylko o tym żeby opuścić ten przeklęty las,  dalej powinno pójść łatwiej. Odwróciłam lekko głowę. Ścigają mnie kurwa. Dobra już nie daleko dam radę. Na szczęście odległość między nami jest dość spora. Widać już jezdnię , przedzieram się przez metrowe pokrzywy i pędem do domu który jest parę metrów dalej. Przeskakuję ogrodzenie i znikam za domem żeby nie zobaczyli mnie.  Nie wierzę udało mi się. A jednak to te skurwysyny. Już ja im dam, zapamiętają że mnie się nie podgląda.
Stanęłam zdyszana z tyłu domu i zaczęłam wpatrywać się zawiedziona w okno mojego pokoju, który niestety znajdował się na piętrze. Rozejrzałam się mając nadzieję, że zobaczę gdzieś drabinę, której nigdzie nie było. Jasne mogłam iść i poszukać ale zważywszy na ciemność i zostawienie latarki w lesie gdy rzuciłam się do biegu wolałam sobie oszczędzić takich wycieczek.
Lekkie jasne światełko przykuło moją uwagę. Odwróciłam się i wzięłam garść małych kamyczków, które były poukładane wokół kwiatów mamy. Zaczęłam rzucać w okno swojej siostry. Gdy pierwszy kamyczek spotkał się z szybą światełko zniknęło. Rzuciłam znów i firanka lekko się poruszyła. Zaczęłam machać jak szalona, a okno otwarło się i ujrzałam głowę mojej siostrzyczki.
- Molly otwórz mi drzwi tarasowe.- Wyszeptałam na tyle głośno aby usłyszała. Dziewczynka pokiwała głową i zniknęła mi z oczu, aby po chwili pojawić się w wielkich szklanych drzwiach.
- Rebecka co ty robisz o tej godzinie na dworze?- Zapytała i wpuściła mnie do środka. Westchnęłam z ulgą i zamknęłam drzwi po czym odwróciłam się do niej przodem.
- Tajna misja. Rodzice mają się o tym nie dowiedzieć, jasne?- Powiedziałam i spojrzałam na nią. Na jej delikatną twarzyczkę wpełzał diaboliczny uśmieszek.
- Molly proszę jeżeli rodzice się dowiedzą zabronią mi jechać do Londynu. Wiesz jakie jest to dla mnie ważne to moja jedyna szansa.- Mała lekko się uśmiechnęła ale nadal malował się na jej twarzy diaboliczny uśmiech. Czasami ona mnie przeraża.
- A co będę za to miała?
- Molly!- Nie wierzę żeby własna siostra używała sztuczek na mnie sztuczek Shelby. Szybko się uczy.
- Zabierz mnie do parku rozrywki, na pizze, na plażę, lody a na koniec pójdź ze mną na zakupy. Oczywiście ty za wszystko płacisz.- Uśmiechnęła się złośliwie.- To są moje warunki.
- Dobra.- Kurde skąd ja wezmę na to kasę.- Przepuść mnie.- Nie czekając na jej zgodę weszłam w głąb domu i od razu pobiegłam do swojego pokoju. Oczywiście uważając żeby nie obudzić rodziców.
Zamknęłam za sobą drzwi i odetchnęłam głęboko. Z lekkim nie pokojem podeszłam do okna. Na szczęście niczego nie widziałam co trochę mnie podniosło na duchu ale właściwie cały czas miałam w głowie myśl, że oni mogli mnie podglądać nawet gdy byłam nago.
Zadrżałam na tą myśl i ściągnęłam tylko buty po czym położyłam się do łóżka i gdy tylko położyłam głowę na poduszce moje powieki same się zamknęły.
Rano.
Do moich uszu doszedł dźwięk SMS, odruchowo spojrzałam w tamten kierunek. Ciekawe kto to? Ludzie jest dopiero 8 rano i są wakacje. Westchnęłam poirytowana. Odblokowała ekran. Paul. 
Nadawca : Paul
Odbiorca : Rebecca
Rebecca zmiana planów, musimy jechać już dzisiaj do Londynu. Wytwórnia jutro organizuje bankiet i chcą cię zaprezentować. Dlatego musimy polecieć dzisiaj wieczorem żeby rano być na miejscu i cię przygotować. Zarezerwowałem już miejsca na 21.15 . A Shelby w  końcu leci z nami czy zostaje? Za 20 minut będę u ciebie żeby uzgodnić wszystko z rodzicami.

Dzisiaj? Co? Nie! Boże! Jak ja teraz zdołam przekonać Shelby? Cholera!
Nadawca : Rebecca
Odbiorca : Paul
Rodzice są w domu. Shelby jedzie. Zadzwonię po jej rodziców żeby przyjechali do nas.

- Mamo, mamo.- Zbiegłam po schodach szukając mojej rodzicielki.
- W kuchni.- Usłyszałam jej melodyjny  głos.- Coś się stało?- Na jej czole pojawiła się lekka zmarszczka.
- Paul właśnie napisał. Lece już dzisiaj wieczorem. Możesz zadzwonić do rodziców Shelby? Powinni o tym wiedzieć, ja bez niej nie  jadę. Muszę tylko znaleźć jakiś sposób na nią.
Usiadłam na krześle co właściwie od razu mi się znudziło i poszłam do korytarza po czym ubrałam pierwsze lepsze buty i wyszłam z domu.
Szłam ze wzrokiem utkwionym w chodniku i wyłączyłam wszystkie zmysły. Koncentrowałam się tylko i wyłącznie na tym aby wymyślić jakiś plan aby zmusić Shleby do wyjazdu ze mną. Nie chcę jechać bez niej. Przecież... No nie mogę jechać bez niej. Ok mogę się przyznać. Boję się jechać bez niej. Shelby jest osobą, która zawsze potrafi wybrnąć nawet z najgorszej sytuacji. Ja tego nie potrafię.
Poczułam silne uderzenie przez co z moich ust wydobył się cichy krzyk i wylądowałam- na szczęście na trawniku twarzą do ziemi.
Przez  pierwsze kilka sekund byłam oszołomiona, nie mogłam się ruszyć a raczej nie chciałam. Poczułam jak ktoś złapał mnie w pasie i lekko podniósł. Po chwili stałam już pionowo choć nieznajomy nadal podtrzymywał mnie. Odwróciłam się żeby zobaczyć kto to. Moje oczy momentalnie stały się większe a całe moje ciało ogarnęła złość.
- To znowu wy.- Starałam się mówić od nie chcenia ale jak tylko na nich spojrzałam nie mogłam się powstrzymać od rzucenia się na nich. Zboki.
- Przepraszam nie zauważyłem cię, wyszłaś tak za zakrętu. Przepraszam.- Powiedział na jednym oddechu ten wyższy sprawca wypadku.
- Kretynie wjechałeś mi w tyłek to raczej nie ja wyszłam zza zakrętu.- Krzyknęłam zdenerwowana i wyrzuciłam w górę ręce.
- No fakt. Masz trochę racji ale.... Nie szłaś po swojej stronie chodnika. A to już twoja wina.- Chłopak założył ręce na piersi.
- Obok jest coś takiego jak ścieżka rowerowa po, której jeżdżą rowery. A to już twoja wina.- Odpyskowałam i również założyłam ręce na piersi.
- Ale wy obydwoje jesteście dziwni. Lo... Znaczy kolego bierz ten rower bo ludzie nie mogą przejść.- Ten niższy szturchnął mojego rozmówcę, a ten zabrał tego swoje grata z chodnika i spojrzał na mnie oburzony.
- Wy.- Spojrzałam na nich wściekła.- Już drugi raz potrąciliście mnie! Kurwa nauczcie się jeździć! To nie jest takie trudne!
- Ty naucz się lepiej chodzić to też nie jest takie trudne!- Wyszczerzył ten niższy.
- Kurwa!- Weźmy przykład z Shelby i Molly. Na mojej twarzy namalował się uśmiech.- Jesteście mi wini dwie przysługi! Już dwa razy przez was nabiłam sobie siniaki.
- Jak już to tylko jedna przysługę dziewczynko.- Uśmiechnął się wyższy.
- Liczyć nie umiesz?
- Pamiętaj że oddaliśmy ci twoją własność to ta pierwsza przysługa.
- Hahahaha nie doczekanie wasze. Postawicie mi teraz kawę i ciacho, a później wymyśli się drugą przysługę.
- Ale chwila. Właściwie to wtedy cię nie przejechałem. Ten młotek cię odtrącił.- Chłopak, z który uwielbiam się kłócić spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. Ja natomiast spojrzałam na tego niższego chłopaka i coś mnie zaciekawiło. Podeszłam kawałek do niego i podciągnęłam czapkę, którą miał ubraną. To w niego trafiłam.- Przemknęło mi przez myśl.
- Co ci się stało?- Zapytałam ciekawa jakiego wytłumaczenia użyję. On zamiast od razu mi odpowiedzieć zaczął szukać wzrokiem pomocy u swojego przyjaciela, którego swoją drogą nie polubiłam.
- Nie ważne. Zawstydzisz się jak ci powiem. A teraz chodź już na tą kawę, chce mieć to jak najszybciej z głowy.- Powiedział i podniósł swój rower.
- Nie lubię gdy ktoś jest dla mnie nie miły.- Odparłam i nadal stałam w miejscu czekając na jakąś reakcję ze strony chłopaka.
- Ok. A więc czy ruszy wać panna wreszcie tą swoją grubą dupę i uda się z nami na kawusię? Och przepraszam zapomniałem dodać, że to będzie dla nas zaszczyt.- Ukłonił się lekko i uśmiechnął do mnie ironicznie.
- Ależ oczywiście wać- mały nie powiem co bo się pan zawstydzi.- Odpowiedziałam przesłodzonym głosem.
***
Od jakiś trzydziestu minut siedzimy w ulubionej kawiarni Shelby. Protestowałam, a wręcz błagałam abyśmy poszli gdzie indziej ale oni stwierdzili, że tu jest najbliżej i mam się zamknąć. No to się zamknęłam. Od wejścia tutaj nie odezwałam się ani słowem uświadamiając sobie, że siedzę tutaj ostatni raz i właściwie nie wiem kiedy znów tutaj przyjdę. To... Przykre.
- Dobra nie odzywasz się od kąt tutaj przyszliśmy. Jeżeli chcesz to możemy iść gdzie indziej albo najlepiej możemy już się rozejść i będzie spokój.- Chłopak, który mnie chyba nie zbyt polubił i- Wice wersa- wystukiwał jakiś rytm i był wyraźnie zirytowany moją obecnością.
- Czy ty masz choć trochę rozumu?- Zapytałam i popukałam go w głowę. Ten mniejszy parsknął śmiechem i opluł się sokiem.
- Proszę cię dziewczyno nie rób tak gdy piję.- Odezwał się i wytarł brodę z soku.- A teraz powiedz dlaczego jesteś smutna. I nie kłam bo ten tutaj...- Wskazał ręką na drugiego chłopaka.-...ma dar do wykrywania kłamstwa.- Zakończył i uśmiechnął się do mnie delikatnie ukazując maluteńkie dołeczki w policzkach.
- Wiesz czym są spowodowane dołeczki w policzkach?- Zapytałam, a on pokręcił głową.- Krzywymi kośćmi  twarzy czyli w wersji dla opornych- czyli dla was- masz krzywy ryj.- Uśmiechnęłam się wrednie.- A tak ogólnie to wyjeżdżam dziś do Londynu na nie wiem ile i moja najlepsza przyjaciółka nie chcę lecieć ze mną bo jak twierdzi nie zniesie patrzenia jak ja robię karierę, a ona nie.- Dodałam i spuściłam głowę na dół.
- W takim razie czy to aby na pewno twoja prawdziwa i najlepsza przyjaciółka?- Spojrzałam z mordem w oczach na tego wyższego chłopaka.
- Oczywiście, że tak.- Odparowałam gniewnie hamując się przed przyłożeniem temu debilowi talerzykiem.  
- To czemu pozwala być ci smutną i każe wybierać pomiędzy nią a karierą?- Ten niższy przybrał dość poważny ton.  Jeszcze lada chwila a bym mu uwierzyła, że chce mi pomóc gdyby nie ten wyższy roześmiał się na cały głos. Wywróciłam oczami. Co za pacany.
- Ona po prostu się boi! A to jest coś nowego dla niej. Nie chce lecieć ze mną do Londynu bo boi się o swoją przyszłość. Miałyśmy razem robić karierę ale wybrali tylko mnie. Od małego o tym marzyłyśmy a teraz jej marzenia legły w gruzach bo jakiemuś palantowi słoń nadepnął na ucho! Prawda jest taka, że o wiele lepiej śpiewa ode mnie.- Ostanie zdanie wypowiedziałam ze smutkiem. Zawsze wiedziałam że jest ode mnie lepsza, trzymałam się z tyłu bo po prostu pasowało mi, że to ona jest gwiazdą. A teraz to ja mam robić za gwiazdę ale nie potrafię. Bez niej jestem nikim to ona dawała mi odwagę żeby śpiewać publicznie. 
- No to wpakuj ją do tego samolotu i już. Prędzej czy później zrozumie że to dla jej dobra.- Wyszczerzył się idiota numer 2.
- Ciekawe jak mam to zrobić geniuszu?!- Zaraz, a może to nie jest zły pomysł. Uśmiechnęłam się chytrze.- To co chłopcy, chcecie się pobawić w porywaczy?- Wyszczerzyłam się i poruszyłam brwiami.
- Odbiło ci?-Tym razem palant numer 1 zajął głos.
- Jesteście mi winni jeszcze jedną przysługę. Więc do roboty, muszę się jeszcze spakować i ją też. 
Moi towarzysze popatrzyli na siebie. 
- Niech ci będzie.
Uśmiechnęłam się tylko. Już chciałam im podziękować ale jakiś błysk mnie oślepił. Zaraz po nim kolejne. Rozejrzałam się, na zewnątrz było pełno fotoreporterów. Boże co się dzieje!?
- Cholera.- Palant numer jeden pociągnął mnie w stronę toalet, a pan numer 2, który był właściwie tylko o centymetry niższy od idioty numer jeden- szedł za nami co chwilę odwracając się do tyłu jakby chciał się upewnić, że nikt nas nie widzi.
- Ej to jest toaleta dla mężczyzn!- Pisnęłam i zostałam- siłą- wepchnięta do środka zadziwiając swoim widokiem starszego mężczyznę. A gdy za mną weszła dwójka chłopaków? Myślałam, że mu oczy z orbit wylecą.
- No, no chłopaki powodzenia.- Powiedział i poklepał obydwojga kretynów po plecach po czym wyszedł z ironicznym uśmieszkiem.
- Co wy kurwa odwalacie?!- Krzyknęłam wściekła i zmroziłam wzrokiem dwójkę stojącą przede mną.
- Zważaj na język młodociana kobieto.- Ostrzegł mnie pan numer jeden i wymierzył we mnie palec wskazujący.
- Skąd pewność, że jestem kobietą? Może jestem tylko niewinnym transwestytą?- Zapytałam i założyłam ręce na piersi.
- Nie raczej nie. To co masz na przodzie wygląda bardzo prawdziwie.- Młodszy z chłopaków wskazał na moją klatkę piersiową, nawiązując do moich gabarytów.
- Palant!- Syknęłam krzyżują ręce. Na co tamta dwójka wybuchła śmiechem.
- Dobra jak wygląda ta dziewczyna? I jak to mamy zrobić? O i gdzie ją spotkamy?
- Moment.- Wyjęłam z kieszeni telefon. Wystukałam  numer Shelby i weszłam wiadomość. 

Nadawca : Rebecca
Odbiorca : Shelby
Wylatuję już dzisiaj z Paul'em. Możemy się spotkać i pożegnać? Wiem, że jesteś na mnie zła ale nie chce lecieć bez ciebie a tym bardziej pokłócona z tobą. To co o 20 w parku na naszej ławce?

Po paru chwilach dostałam odpowiedź.

Nadawca : Shelby 
Odbiorca : Rebecca
Ok.

Dobra spodziewałam się dłuższego SMS ale dobre i to. 
- Więc będzie w parku o 20.00 na ławce najbliżej fontanny. A do tego jak to zrobicie to ja się nie wtrącam. Byle znalazła się na pokładzie samolotu przed 21.30. Nazywa się Shelby, zaraz wam wyślę jej zdjęcie tylko dajcie swoje numery.
Chłopcy popatrzeli na siebie po czym wzruszyli ramionami i każdy z nich podał mi swój numer telefonu. Wybrałam najmniej kompromitujące zdjęcie i wysłałam do nich.
- A teraz mam małe pytanie.- Powiedziałam, a spojrzenia obydwu zatrzymały się na mnie.- Dlaczego tam jest tyle fotoreporterów?
- Eee... Bo on jest gwiazdą porno i przyszli po jego nagie zdjęcia!- Niższy kretyn wskazał rękom na swojego- dość oburzonego przyjaciela.
- Żebym ja ci zaraz zdjęć nie zrobił ośle.- Powiedział i rozejrzał się po pomieszczeniu.- Mam pomysł.- Dodał i podszedł do okna. No chyba nie.

Perspektywa Shelby. 
Gdy odczytałam wiadomość- nie powiem zdziwiłam się i to bardzo. Nie sądziłam, że Rebecka odezwie się do mnie jako pierwsza ale szczerze to się ucieszyłam bo nie lubiłam gdy była na mnie zła. 
Odczekałam w domu te dwie godziny, które ciągnęły mi się w nieskończoność i wreszcie mogłam wyjść z domu. Kulturalnie nie śpiesząc się nigdzie szłam po woli w stronę parku, w którym wszystko się zaczęło. 
Gdy zbliżałam się do fontanny na 'naszej' ławce siedziałam Rebecka, która tupała ze zdenerwowaniem nogą i gdy tylko mnie zobaczyłam wstała i po chwili znów usiadła na miejscu. 
- Cześć.- Przywitałam się i usiadłam obok niej patrząc się na przelewającą się wodę, która mogła komuś sprawiać nieprzyjemności gdy na przykład ma się pełen pęcherz. 
- No hej.- Odpowiedziała niepewnie i na jej twarzy pojawił się malutki uśmiech, który zdradzał to, że jest zdenerwowana.- Shelby... Przepraszam za to co było i za to co będzie.- Powiedziała po czym wstała z ławki i zaczęła biec w stronę wyjścia z parku.
- Rebecka!- Krzyknęłam i wstałam zdziwiona jej zachowaniem.
 Po chwili poczułam silne uderzenie w tył głowy i przed moimi oczami pojawiły się czarne znaczki, a potem Gumisie popitalające na jednorożcach.
***
Otworzyłam oczy i jęknęłam czując narastający ból z tyłu głowy. Dotknęłam bolącego miejsca i wyczułam sporą wypukłość.
- Kretyni! Mieliście ją tylko porwać, a nie pustakami po głowie walić!- Czyjś dość głośny krzyk przysporzył mnie o jeszcze większy ból głowy.
- To była tylko mała cegiełka, a nie pustak.- Czyjś zachrypnięty głos brzmiał dość seksownie.

- Pustak powinieneś mieć na imię.- Powiedziałam i usiadłam krzywiąc się lekko.- Powie mi ktoś co się tutaj kurwa dzieje?- Zapytałam i spojrzałam wściekle na moją przyjaciółkę.
-------------------------------------------------------------------------
Hej! Przepraszam, że tak późno ale po prostu braku czasu. Mam nadzieję, że ten dłuższy rozdział wam to wszystko zrekompensował. Przepraszam, za wszystkie błędy ale klawiatura mi umiera więc... 
A i jeszcze jedno: Puste posty nie interesują mnie dlatego o komentarz proszę cię! ♥
Kamila :*
Jest kolejny , tylko czy ktoś to czyta ? Jeżeli jest taka osoba to proszę napisz w komentarzu choćby literę i już żebyśmy wiedziały że jest tam ktoś.  Mam nadzieję że się wam spodoba. Miłego czytania. 

Magda ♥